nauka/edukacja/szkolenia

ESA 2026 w SGGW. Socjologia wobec wyzwań współczesnego świata

24.08.2026 | SGGW

Na chwilę przed rozpoczęciem ESA 2026 pytamy naukowców z SGGW, jak socjologia opisuje świat pełen szybkich zmian, napięć i nowych technologii. Prof. Joanna Wyleżałek, prof. Agnieszka Kampka, prof. Urszula Soler i dr Rafał Boguszewski opowiadają o swoich badaniach, najważniejszych wyzwaniach współczesnych społeczeństw oraz roli, jaką socjologia może dziś odgrywać w ich rozumieniu.

dr hab. Joanna Wyleżałek, prof. SGGW

Socjologia w SGGW ma długą tradycję, a jednocześnie pozostaje dyscypliną bardzo mocno osadzoną we współczesnych wyzwaniach społecznych. Jej historia na Uczelni wiąże się m.in. z postacią Władysława Grabskiego – rektora SGGW, ekonomisty i socjologa, który zajmował się problematyką wsi i przemian społecznych. Dziś socjologowie SGGW badają znacznie szersze spektrum zjawisk, od zmian społecznych i demograficznych, przez relacje człowieka ze środowiskiem, po procesy związane z rozwojem technologii, demokracją oraz zrównoważonym rozwojem. 

Szczególną okazją do rozmowy o miejscu socjologii we współczesnym świecie jest tegoroczna konferencja European Sociological Association, której SGGW jest jednym z gospodarzy. O znaczeniu tego wydarzenia, zaangażowaniu Uczelni w jego organizację, współczesnej socjologii w SGGW oraz o tym, jakie pytania stoją dziś przed badaczami społeczeństwa, rozmawiamy z prof. Joanną Wyleżałek, wiceprzewodniczącą Komitetu Organizacyjnego konferencji ESA 2026, Dyrektor Instytutu Nauk Socjologicznych i Pedagogiki. 

Socjologia w SGGW – tradycja i współczesność 

SGGW kojarzona jest przede wszystkim z naukami przyrodniczymi, rolniczymi i naukami o życiu. Jaką rolę odgrywa w tej uczelni socjologia i co wyróżnia socjologię uprawianą właśnie w SGGW? 

Socjologia uprawiana w SGGW ma znaczenie szczególne, ponieważ zagadnienia społeczne są dla rozwoju dyscyplin przyrodniczych, rolniczych czy nauk o życiu niezmiernie istotne, zwłaszcza z perspektywy potrzeby prowadzenia badań interdyscyplinarnych oraz międzydziedzinowych uwzględniających czynnik humanistyczny i społeczny. Szczególne znaczenie socjologii w tym zakresie wynika ze specyfiki współczesnych problemów społecznych w centrum których znajdują się zagadnienia dotyczące problemów ekologicznych, polityki rolnej i żywnościowej czy kwestii ochrony zdrowia i dążenia do długowieczności. Zagadnienia te nieodłącznie związane z potrzebami, postawami, stylem życia oraz systemami wartości jednostek i całych zbiorowości. Aspekt społeczny jest zatem “wpisany” w badania prowadzone w ramach problematyki poruszanej w ramach nauk przyrodniczych, rolniczych czy nauk o życiu. Ponadto socjologia uprawiana w SGGW wpisuje się w wieloletnią tradycję socjologiczną Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, sięgającą czasów prof. Władysława Grabskiego, który w 1929 roku, w ramach Zakładu Polityki Ekonomicznej, powołał Sekcję Socjologii Wsi, a następnie, w 1936 roku, Instytut Socjologii Wsi. Instytut współtworzyły wybitne postaci polskiej nauki, m.in. Zdzisław Ludkiewicz, Stefan Moszczeński i Józef Chałasiński. Z jego działalnością związane było również wydawanie „Roczników Socjologii Wsi”, które zostały reaktywowane przez pracowników Instytutu Nauk Socjologicznych i Pedagogiki Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie we współpracy z Polskim Towarzystwem Socjologicznym, co stanowi kolejny wyróżnik nauk socjologicznych realizowanych w SGGW. Socjologia w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie ma więc znaczenie szczególne zarówno ze względu na jej historyczne uwarunkowania, jak i współczesne potrzeby badawcze wynikające z coraz częściej akcentowanej potrzeby traktowania świata przyrody i społeczeństwa jako środowiska życia człowieka jako jednego systemu połączonego wspólnymi mechanizmami i przenikającymi się procesami. 

Socjologia ma w SGGW długą tradycję. Jedną z najważniejszych postaci w historii Uczelni był właśnie Władysław Grabski – ekonomista, polityk, rektor SGGW, ale również socjolog zajmujący się problematyką wsi. Na ile jego sposób myślenia o społeczeństwie jest obecny we współczesnej socjologii SGGW? 

Współczesne badania nawiązujące do tradycji zapoczątkowanej przez prof. Władysława Grabskiego koncentrują się przede wszystkim na problematyce funkcjonowania i przemian społeczności lokalnych, rozwoju obszarów wiejskich, samorządności terytorialnej oraz edukacji społecznej. Podejmowanie tej problematyki wynika z jej istotnego znaczenia dla diagnozowania procesów społecznych zachodzących w Polsce oraz formułowania rekomendacji służących rozwojowi społeczności lokalnych i społeczeństwa polskiego. W tym zakresie socjologowie prowadzący w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie działalność badawczą kontynuują tradycje socjologiczne uczelniPodobnie jak  w czasach twórcy polskiej socjologii wsi obszar prowadzonych badań odzwierciedla współczesną problematykę społeczną, obecnie związaną przede wszystkim z zagadnieniami charakterystycznymi dla globalizującego się społeczeństwa takimi jak uwarunkowania społeczne i ekonomiczne towarzyszące produkcji rolnej w małych i średnich gospodarstwach rolnych, a zwłaszcza problemy wynikające z uprzemysłowienia i korporacyjnego charakteru globalnej produkcji rolnej. Socjologowie w SGGW koncentrują jednak swoje badania również na zagadnieniach samorządności, tożsamości lokalnych czy tradycji kulturowych uznając je za szczególnie ważne, co odzwierciedla podejście prof. Grabskiego do społeczności wiejskich jako wspólnot, których czynnikiem łączności są spójne systemy wartości, współpraca i wzajemny szacunek.  W tym zakresie pracownicy Instytutu Nauk Socjologicznych i Pedagogiki kierowali badaniami w ramach interdyscyplinarnego projektu “(Nie)ginące zawody, umiejętności i obyczaje w społecznościach wiejskich - Mazowsze i Polska Wschodnia”, którego efekty stały się inspiracją do zorganizowania w Muzeum SGGW wystawy pt. (Nie) ginące zawody oraz cyklu wystaw dotyczących niematerialnego dziedzictwa kulturowego Polski wpisanego na listę UNESCO. 

Jak wygląda dziś oferta kształcenia socjologicznego w SGGW? Jakich kompetencji potrzebuje współczesny socjolog i jak przygotowujecie studentów do funkcjonowania na rynku pracy, który bardzo szybko się zmienia? 

Oferta kształcenia socjologicznego w SGGW jest dopasowana do potrzeb studentów zarówno w zakresie wiedzy, umiejętności jak i kompetencji. Studenci socjologii, obok przedmiotów obowiązkowych, mogą wybierać moduły tematyczne odpowiadające ich zainteresowaniom, co pozwala na studiowanie zgodnie z preferencjami. Ten model edukacji oraz wysoki poziom prowadzonych studiów socjologicznych znajduje swoje odzwierciedlenie w rankingu “Perspektyw” w którym socjologia w SGGW od lat znajduje się na czwartej wysokiej pozycji w skali całego kraju. W przebiegu studiów studenci zdobywają również istotne kompetencje i umiejętności społeczne, które pozwalają na dalszą samodzielną i świadomą edukację, czy samodzielne, niezdeterminowane poglądami czy przekonaniami myślenie o życiu społecznym i własnym miejscu w społeczeństwie. Wiedza zdobyta w przebiegu studiów socjologicznych prowadzonych w SGGW jest przede wszystkim “kapitałem na życie” umożliwiającym zrozumienie otaczającego świata, mechanizmów społecznych, rozpoznanie różnych form oddziaływania społecznego oraz ułatwiającym skuteczne planowanie i realizację celów życiowych. W tym obszarze istotne są wysokie wskaźniki zatrudnialności naszych absolwentów zarówno w zawodach związanych bezpośrednio z ukończonym kierunkiem studiów, jak i w zawodach, dla których ukończona socjologia stanowi istotny atut wzmacniający kompetencje społeczne niezbędne w każdym wykonywanym zawodzie. Studenci wyposażeni zarówno w wiedzę o życiu społecznym, jak i miękkie kompetencje niewątpliwie mają szerokie możliwości oddziaływania na swoje otoczenie społeczne i dokonywania świadomych wyborów zarówno zawodowych, jak i życiowych. 

ESA 2026 i SGGW 

SGGW jest jednym z gospodarzy tegorocznej konferencji European Sociological Association. Jak konkretnie Uczelnia angażuje się w organizację tego wydarzenia i jaka część konferencji odbędzie się na naszym kampusie? 

Socjologowie z SGGW są jednymi z głównych wnioskodawców wydarzenia, którego organizację poprzedza konkurs ofert rozstrzygany na poziomie zarządu European Sociological Association. Po uzyskaniu akceptacji Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w grudniu 2023 roku złożony został wniosek w zwycięsko rozstrzygniętym konkursie. W następstwie wyboru warszawskiego środowiska socjologicznego jako organizatora XVII konferencji ESA odbył się szereg wizyt Komitetu Konferencyjnego ESA w Warszawie, który gościł przede wszystkim w murach uczelni gospodarzy, czyli Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie oraz Uniwersytetu Warszawskiego. W skład Local Organizing Committee (LOC) weszli socjologowie ze wszystkich warszawskich ośrodków socjologicznych, jednak najliczniejszą grupę stanowią socjologowie reprezentujący Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie: dr hab. Joanna Wyleżałek, prof. SGGW (wiceprzewodnicząca LOC), dr hab. Agnieszka Kampka, prof. SGGW, dr hab. Urszula Soler, prof. SGGW, dr Małgorzata Herudzińskadr Wojciech Połeć, dr Rafał Boguszewski oraz dr Konrad Budryka. W Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie odbywać będzie się również większość wydarzeń naukowych XVII konferencji ESA goszczącej w Warszawie w dniach 25-28 sierpnia. Na terenie Kampusu SGGW w dniach 26-27 sierpnia obradować będzie około 3200 socjologów z 68 krajów świata gromadząc się wokół zagadnień najistotniejszych dla przyszłości społeczeństwa światowego, czyli wzmacnianiu demokracji, solidarności, działaniach społecznych i zrównoważonej przyszłości. Konferencja ESA jest wydarzeniem, które po raz pierwszy będzie gościło w Warszawie i po raz drugi w Polsce (po konferencji w Toruniu w 2005 roku), co stanowi wraz z obszarem poruszanych zagadnień i liczbą uczestników o jej wyjątkowości.  Istotne jest również, że organizacja XVII konferencji ESA na terenie SGGW w 2026 roku ma charakter historyczny, ponieważ wiąże się z 90–leciem utworzenia przez Władysława Grabskiego Instytutu Socjologii Wsi oraz powołaniem do życia Roczników Socjologii Wsi, które obecnie zostały reaktywowane przez socjologów z Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. 

Co dla SGGW i dla środowiska socjologicznego Uczelni oznacza możliwość współorganizowania jednego z najważniejszych europejskich spotkań socjologów? Czy można mówić o tym wydarzeniu jako o szansie na mocniejsze umiędzynarodowienie polskiej socjologii? 

Organizacja XVII Konferencji ESA jest dla środowiska socjologicznego bardzo istotnym wydarzeniem, w którym uczestniczyć będzie około 3200 socjologów z 68 krajów świata. Organizacja tak dużego wydarzenia jest okazją do nawiązania i pogłębienia już istniejącej współpracy międzynarodowej, ale również stwarza duże możliwości dla promocji polskiej socjologii i polskich socjologów, których znaczący dorobek naukowy dzięki organizacji konferencji stanie się bardziej widoczny w międzynarodowym środowisku socjologicznym. Możliwość współorganizacji XVII konferencji ESA jest dla badaczy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie z jednej strony ogromnym zaszczytem, a z drugiej strony ogromnym wyzwaniem, któremu mam nadzieję sprostamy promując zarówno polskie środowisko socjologiczne jak i naszą znakomitą uczelnię, która obchodzi 210 lecie tradycji. Konferencja ESA wpisuje się w obchody jubileuszu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, z czego jesteśmy bardzo dumni. 

 

Obecność przedstawicieli 68 krajów świata pozwala nam również zakładać, że referaty prezentowane podczas konferencji odzwierciedlać będą zróżnicowane stanowiska wobec zagadnień pojawiających się w tytule konferencji. Pozwala to zakładać możliwość spojrzenia na procesy i problemy społeczne z różnych perspektyw, co niewątpliwie wzbogaca debatę naukową pozwalając poszukiwać zarówno ich uwarunkowań, jak i rozwiązań w sposób niezdeterminowany jakimkolwiek podejściem analitycznym czy jednym paradygmatem naukowym. 

Współorganizowanie jednego z najważniejszych socjologicznych spotkań naukowych daje również duże szanse naszym studentom i doktorantom na nawiązanie kontaktów naukowych, ale również zawiązywanie znajomości, dzięki którym budują oni swój międzynarodowy kapitał społeczny. Znaczna grupa studentów SGGW zaangażowana jest w organizację konferencji jako wolontariusze, co świadczy o otwartości i gotowości do zdobywania nowych doświadczeń naszej studiującej młodzieży. Doktoranci natomiast borą udział w konferencji również w charakterze prelegentów wchodząc w świat międzynarodowych relacji naukowych. 

Hasło tegorocznej konferencji mówi o wzmacnianiu demokracji, solidarności, działaniu społecznym i zrównoważonej przyszłości. Dlaczego właśnie te zagadnienia są dziś tak ważne dla europejskiej socjologii? 

Zagadnienia poruszane podczas tegorocznej XVII konferencji ESA w Warszawie są kluczowe dla rozwoju życia społecznego. Bez zrozumienia uwarunkowań globalnych procesów społecznych i skutecznego przeciwdziałania pojawiającym się problemom dalszy rozwój społeczny jest po prostu niemożliwy. Wskazuje na to wielu badaczy społecznych przestrzegają przed dalszą możliwością kumulacji problemów takich jak: tworzenie zunifikowanej globalnej struktury społecznej, niesprawiedliwa dystrybucja kapitału, pogłębianie się polaryzacji społecznej, zawężanie obszaru wolności obywatelskich, tworzenie społeczeństwa kontroli czy siłowa zmiana granic i ingerencji w działanie dotąd samodzielnych struktur społecznych. Wszystkie wymienione procesy świadczą o wzmagającym się kryzysie władzy i demokracji, czego skutki odczuwane są przez ludzi na całym świecie. W związku z procesami społecznymi związanymi z globalną kumulacją kapitału i globalną polityką coraz częściej podaje się w wątpliwość znaczenie lokalnych elit politycznych w rzeczywistych politycznych procesach decyzyjnych. Poglądy liberalne według których partie polityczne zaangażowane w rywalizację o władzę reprezentują różne grupy społeczno-gospodarcze, co w rezultacie powinno przeciwdziałać kumulacji władzy i umożliwiać udział we władzy wielu podmiotów życia społecznego, od dawna nie stanowią realnej praktyki społecznej. Wskazuje się przede wszystkim, że niektóre grupy dominujące w obszarze gospodarczym, opanowały proces podejmowania decyzji politycznych czyniąc z partii politycznych narzędzie kreowania własnej wizji świata. W radykalnych poglądach, które stają się coraz bardziej powszechne, znaczenie partii politycznych można odczytać jako marginalne, ponieważ władzę gospodarczą pełni ekonomiczna klasa rządząca. Debata na temat wzmacniania demokracji, solidarności i zrównoważonej przyszłości jest w takiej sytuacji niezbędna, a środowiskiem, w którym powinna się ona odbywać pozostaje środowisko naukowe, zwłaszcza środowisko socjologiczne, które ze względu na specyfikę dyscypliny naukowej zajmuje się mechanizmami życia społecznego. 

Szersza perspektywa 

Żyjemy w czasie bardzo szybkich zmian – rozwoju sztucznej inteligencji, kryzysów klimatycznych, migracji, polaryzacji społecznej czy przemian demograficznych. Które z tych procesów są dziś największym wyzwaniem dla socjologów?  

Wszystkie powyższe zagadnienia są związane bezpośrednio z procesami globalizacji.  Proces powstawania społeczeństwa globalnego jest naturalnym procesem wynikającym ze wzrostu dynamiki i specyfiki zmian społecznych, a zwłaszcza szybkiego przemieszczania się ludzi    w przestrzeni, rozwoju nowoczesnych technologii i związanej z tym dostępności informacji, dyfuzji kultury oraz wzrostu ilości wirtualnych grup odniesienia. Globalizacji towarzyszą jednak procesy, które budzą wiele niepokojów, a które związane są z nierównowagą systemową jaka staje się udziałem powstającego społeczeństwa światowego. Problemem coraz powszechniej dostrzeganym na całym świecie jest przede wszystkim problem deformacji demokracji, który pozbawia jednostki realnej partycypacji w procesach decyzyjnych dotyczących życia społecznego w którym uczestniczą.  Problem ten, podobnie jak wiele kolejnych problemów społecznych z tego wynikających, związany jest przede wszystkim z silną pozycją ponadnarodowych podmiotów gospodarczych, które zdolne są kreować politykę na różnych szczeblach struktury społecznej. W takiej konfiguracji dominacji i wpływów państwa stają się strukturami niesamodzielnymi, które tracą możliwość samostanowienia.  

Zagadnienia związane z kryzysem demokracji i jego źródłami czy potrzebą adaptacji systemów demokratycznych do nowych wyzwań znalazły swoje odzwierciedlenie w rozważaniach wielu badaczy i teoretyków. Adam Tooze, profesor historii specjalizujący się w historii ekonomii i historii gospodarczej wskazuje, że społeczeństwo znajduje się w polikryzysie, czyli w sytuacji, kiedy całościowa konfiguracja problemów światowych jest jeszcze bardziej złożona niż suma ich części. Podstawowym zadaniem socjologów jest zatem określenie uwarunkowań zaistniałej sytuacji i wypracowanie modelu działania, który będzie sprzyjał ukierunkowaniu procesów globalnych w sposób umożliwiający odbudowę zaufania społecznego i dalszy rozwój społeczny. 

 

SGGW daje socjologom możliwość pracy w otoczeniu badaczy zajmujących się m.in. środowiskiem, klimatem, żywnością, rolnictwem czy rozwojem obszarów wiejskich. Czy ta interdyscyplinarność zmienia sposób, w jaki socjologowie patrzą na współczesne problemy społeczne? 

Związek z innymi dziedzinami wiedzy jest w socjologii obecny od początku jej istnienia. Socjologia zawsze czerpała z dorobku nauk ścisłych i założyć należy, że kolejny przełom w socjologii dokona się również na podstawie wiedzy interdyscyplinarnej i międzydziedzinowej, a być może na podstawie współpracy pomiędzy przedstawicielami różnych dyscyplin naukowych. Przypomnijmy, że w socjologii pod wpływem nowych paradygmatów w naukach ścisłych dokonał się przełom antypozytywistyczny, gdy obok klasycznego modelu pozytywistycznego Augusta Comte (Comte 1830), pojawiła się „socjologia rozumiejąca”, czyli model humanistyczny Maxa Webera (Weber 1922) uwzględniający niedeterministyczny charakter poznania społecznego. August Comte inspirował się fizyką Newtona nazywając swoją teorię społeczną „fizyką społeczną”. Zakładał, że można zastosować do analizy społeczeństwa takie same metody naukowe, które Newton wykorzystywał do opisu zjawisk fizycznych. Max Weber argumentował natomiast, że socjologia musi dążyć do poznania zjawisk społecznych na dwóch poziomach: poziomie znaczeń i poziomie działań zbiorowych, „uwalniając” socjologię od pozytywistycznych ograniczeń badawczych nakazujących traktowanie życia społecznego deterministycznie. Obecnie coraz częściej akcentuje się potrzebę nowego spojrzenia na życie społeczne w sposób umożliwiający poszukiwanie uniwersaliów i “wzorca, który łączy” różne systemy i dziedziny wiedzy (Bateson 1996). Dotyczy to obszaru wiedzy naukowej w ogóle, która poddana została nadmiernemu rozdrobnieniu i segmentacji. Rozdrobnienie nauki powoduje problem z eksploracją paradygmatów nie związanych bezpośrednio z konkretną dyscypliną, budowanie pomostów między różnymi dziedzinami nauk jest zatem niezbędne. Było to postulowane między innymi przez Edwarda O. Wilsona, dwukrotnego zdobywcę Nagrody Pulitzera, wybitnego biologa, uznawanego za jednego z największych współczesnych naukowców, który w książce Consilience: The Unity of Knowledge” z 1998 roku opowiada się za fundamentalną jednością całej wiedzy ludzkości oraz potrzebą odnalezienia zgodności tej wiedzy z tezą, że cały nasz świat jest zorganizowany według paru podstawowych praw natury leżących u podstaw każdej dziedziny nauki. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie z Jej zróżnicowaniem dziedzinowym i dyscyplinowym jest znakomitym miejscem do prowadzenia takich poszukiwań. 

Konferencja zgromadzi w Warszawie socjologów reprezentujących bardzo różne kraje, szkoły badawcze i perspektywy. Jakiej debaty najbardziej Pani podczas niej oczekuje? Czy jest temat, który – Pani zdaniem – szczególnie mocno wybrzmi w Warszawie? 

Sądzę, że w podczas konferencji zdecydowanie ujawni się zróżnicowanie podejmowanej problematyki i zróżnicowanie perspektyw badawczych, chociaż zasadniczo problemy dotykać będą zagadnień zarysowanych w głównym tytule konferencji: “Wzmacnianie demokracji: działania społeczne, solidarność i zrównoważona przyszłość”. Taka różnorodność wynika przede wszystki z etapu rozowju na jakim znajduje się społeczeństwo współcześnie i z charakteru procesów społecznych, które są udziałem ludzi na całym świecie. Żyjemy w czasach globalizacji, czyli w procesie tworzenia struktury społecznej największej i najbardziej skomplikowanej jaką mogą utworzyć ludzie. Charakter podejmowanych obecnie działań  kształtuje przyszłość, a “wyobraźnia socjologiczna” (ang. the sociological imagination) opisywana przez C.W. Millsa jako najistotniejsza kompetencja społeczna, staje sie niezbędna dla budowania zrównoważonego społeczeństwa przyszłości opartego na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Pojawiające się problemy społeczne, o których będzie mówiło kilka tysięcy socjologów zgromadzonych w Warszawie podczas XVII konferencji ESA, wymagają spojrzenia na życie społeczne w sposób syntetyczny, z uwzględnieniem potrzeby poszukiwania uniwersaliów na podstawie których możliwe jest odkrycie uwarunkowań pojawiających sie polikryzysów i ich przyczynowe rozwiązywanie. Zakładam, że ten punkt widzenia, obok w pewnym sensie “naturalnej” segmentacji wiedzy wynikającej ze złożoności współczesnego świata, również pojawi się podczas konferencji dając początek nowemu spojrzeniu na życie społeczne i na człowieka jako jego uczestnika i twórcę. 

Jako wiceprzewodnicząca Komitetu Organizacyjnego obserwuje Pani przygotowania do konferencji od środka. Co było największym wyzwaniem przy organizacji wydarzenia tej skali i z czego jako przedstawicielka SGGW jest Pani najbardziej dumna? 

Wyzwań związanych z organizacją tak dużego wydarzenia było bardzo wiele. Miały one złożony charakter wynikający z organizacji przedsięwzięcia na tak dużą skalę i o tak istotnym znaczeniu społecznym, które z założenia musi pogodzić interesy wszystkich partnerów relacji. Sądzę jednak, że wyzwania przed którymi stanęliśmy jako organizatorzy XVII konferencji ESA pozwoliły zdobyć nam ogromne doświadczenia, które jest naszym kapitałem na przyszłość. Niezmiernie dumna jestem z zaangażowania i solidarności jakimi wykazało się polskie środowisko socjologiczne biorące udział w pracach Komitetu Organizacyjnego Konferencji, a w sposób szczególny dumna jestem z zespołu socjologów z Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, którzy z ogromnym zapałem i determinacją podjęli się realizacji tak ważnego, ale niełatwego przedsięwzięcia, za co serdecznie dziękuję. Podziękowania należą się oczywiście również władzom rektorskim uniwersytetów goszczących konferencję, bez zgody których wydarzenie nie mogłoby się odbyć, jak również pracownikom administracyjnym za logistyczne wsparcie organizacji konferencji.   

I wreszcie – co chciałaby Pani, aby po zakończeniu ESA 2026 pozostało w SGGW? Nowe partnerstwa, projekty badawcze, większa rozpoznawalność socjologii, a może coś jeszcze? 

Sądzę, że po zakończeniu konferencji polska socjologia i polscy socjologowie umocnią swoją pozycję na arenie międzynarodowej jako badacze społeczni z ogromnym potencjałem intelektualnym i metodologicznym. Konferencja jest również ogromną szansą na międzynarodową współpracę naukową, której zasięg wyznacza liczba krajów, z których gościmy uczestników wydarzenia. Liczę ponadto, że konferencja umożliwi socjologom z SGGW dalszy niezależny rozwój jaki był naszym udziałem w ostatnich latach. Organizacja XVII konferencji ESA dała nam jednak dodatkowy kapitał: pozwoliła zrozumieć znaczenie siły jaką wnosi do życia społecznego współpraca oparta na solidarności i wspólnym przezwyciężaniu pojawiających się trudności i problemów. Realizacja wspólnych celów przez zespół ludzi rozumiejących istotę swoje pracy stała się dla nas ważnym doświadczeniem i zaistniała jako model przyszłych efektywnych działań. Niewątpliwie ten aspekt konferencji jest równie ważny jak pozostałe korzyści z niej płynące. 

 

dr hab. Agnieszka Kampka, prof. SGGW

 

Tegoroczna konferencja ESA stawia w centrum pytanie o kondycję współczesnych społeczeństw i wzmacnianie demokracji. Co z perspektywy Pani/Pana badań jest dziś jedną z najważniejszych zmian społecznych, której powinniśmy przyglądać się szczególnie uważnie?   

 

Tak, demokracja wymaga dzisiaj naszej szczególnej uwagi, zwłaszcza gdy myślimy o demokracji nie tylko jako systemie politycznym, instytucjach czy procesach wyborczych. Demokracja to przede wszystkim głębokie przekonania ludzi, ich postawy wobec innych, wobec władzy. Pzekonania na temat zasad, jakimi powinniśmy się kierować w codziennym życiu w społeczeństwie. Z tych przekonań wynikają konkretne działania. Jeśli jesteśmy przekonani, że ludzie mają równe prawa, to będziemy gotowi słuchać się nawzajem i szukać rozwiązań, które pozwolą nam żyć obok siebie, żyć razem i próbować zaspokajać różne potrzeby tak, by wszystkim przynosiło to korzyść a nie konflikty czy krzywdę. Ale jeśli jesteśmy przekonani, że tylko my mamy rację, prawa itd., to sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tak rozumiana demokracjaczyli przekonania, postawy, świadomość - wymaga szczególnej uwagi, jeśli chodzi o komunikację. To poprzez komunikację kształtujemy i wyrażamy nasze poglądy. W demokracji mówienie (pisanie, postowanie) jest działaniem politycznym. 

Koncepcja retorycznego obywatelstwa (rhetorical citizenship), którą Pani przywołuje w swoim badaniu, zakłada, że codzienne praktyki komunikacyjne i dyskursywne kształtują poczucie obywatelskiej sprawczości. Jakie warunki powinna zatem spełniać dyskusja publiczna, zarówno w przestrzeni fizycznej (np. podczas konsultacji), jak i online (np. na platformach partycypacyjnych), aby nie pogłębiała polaryzacji i kryzysu zaufania, lecz realnie wzmacniała podmiotowość mieszkańców oraz odporność lokalnej demokracji?  

Teoretycznie wszystko jest już opisane: jeśli uczestnicy są traktowani jako równi, wszyscy uznają, że inni mają takie samo prawo do wypowiedzi i formułowania swoich oczekiwań czy żądań, wszyscy uzasadniają swoje oczekiwania i żądania, odwołując się do rzeczowych argumentów i wspólnego dobra, wszyscy szanują i słuchają się nawzajem, wszyscy mówią w sposób jasny i zrozumiały... W praktyce jednak takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Zazwyczaj jest za mało czasu, żeby wszyscy mogli się wypowiedzieć, często ktoś stara się zdominować dyskusję, nie mamy takiej samej wiedzy, emocje utrudniają nam wyrażanie tego, co chcemy przekazać i często uniemożliwiają usłyszenie tego, co naprawdę mówi druga osoba. Zawsze mamy do czynienia z dwoma wyzwaniami: zewnętrznymi i wewnętrznymi. Zewnętrzne to wszystkie okoliczności, w których dyskutujemy – czas, miejsce, moderatorzy, cel dyskusji. To, co obserwowaliśmy w toku naszych badań, prowadzi do wniosku, że nawet w najlepszych warunkach dyskusja może być trudna, a jednocześnie czasem zdarzają się fantastyczne debaty niejako przypadkowo i wydawałoby się w niekorzystnych okolicznościach. Kluczowe jest na pewno zapewnienie różnorodności form i kanałów komunikacji. Potrzebujemy spotkań na żywo i online, w różnych porach dnia i tygodnia (choć nigdy nie uda się dopasować do wszystkich, rzecz jasna)Bardzo dużym wyzwaniem jest przedstawienie samego tematu dyskusji - czasem jest on bowiem bardzo trudny i specjalistyczny, osobom, które zajmują się daną tematyką na co dzień może się wydawać, że wszystko jest oczywiste, ale dla innych może to być niezrozumiałe. I tu przechodzimy do czynników wewnętrznych - z czym uczestnicy dyskusji przychodzą, jaką mają wiedzę, jak są nastawieni do tematu i do pozostałych uczestników. Zaufanie, otwartość, krytyczne myślenie i uznanie reguł - to są najważniejsze elementy. Zaufanie to założenie, że uczestnicy nie mają złych intencji. Mogą mieć zupełnie innych punkt widzenia, mieć własne interesy i bronić ich, ale nie oznacza to, że chcą czegoś złego dla nas, że chcą nas skrzywdzić czy oszukać. To podstawowe założenie może całkowicie zmienić sytuację. Otwartość to gotowość do wysłuchania stanowiska innych, gotowość do zrozumienia, że czegoś potrzebują, czegoś się boją, czegoś chcą/nie chcą. Otwartość to także gotowość do zmiany własnej opinii, czasem do uznania, że moja dotychczasowa wiedza nie pozwalała mi czegoś zrozumieć czy dostrzec. Krytyczne myślenie chroni przed manipulacją, każe pytać, czy ten argument ma sens, co tak naprawdę chce powiedzieć dana osoba. I wreszcie uznanie reguł, to jest bardzo silnie powiązane ze sprawczością - uczestniczę w dyskusji i wiem, jakie są jej zasady, jakich zachowań mam prawo oczekiwać od innych, jakie mogą być skutki tych dyskusji. O ile w w formalnych wydarzeniach, typu konsultacje w gminie większość tych reguł jest narzucana z góry, o tyle w mniej formalnych okolicznościach, a zwłaszcza w dyskusji online reguły tworzą się w toku rozmowy, to uczestnicy – często prawie nieświadomie - ustalają, na co godzą, a co jest niedopuszczalne.  

Konsultacje dotyczące Planu Ogólnego i Strategii 2040+ wywołują wśród mieszkańców silne emocje oraz konkretne obawy dotyczące zagęszczania zabudowy, utraty miejsc parkingowych czy pogorszenia jakości życia w swoim najbliższym otoczeniu. Z perspektywy analizy transkrypcji spotkań, które strategie retoryczne stosowane przez urzędników i mieszkańców najczęściej prowadziły do eskalacji nieporozumień i polaryzacji, a które praktyki komunikacyjne pozwalały skutecznie odpowiadać na obawy mieszkańców oraz przekształcać konflikt interesów w konstruktywny kompromis? 

Konsultacje świetnie pokazały to współoddziaływanie czynników zewnętrznych i wewnętrznych, o których mówiłam przed chwilą. Analizowaliśmy spotkania online, które odbywały się późnym popołudniem i trwały kilka godzin dłużej niż były planowane.  Spotkanie odbywało się na platformie zoom, gdzie uczestnicy mogli na żywo zadawać pytania oraz a YouTube, gdzie można było pisać pytania na czacie i moderator przekazywał je urzędnikom. Tę formę - online - mieszkańcy wskazywali najczęściej we wcześniej przeprowadzonych przez miasto badaniach. Były osoby, które bardzo cieszyły się z takiej możliwości, mówiły o dogodnym czasie, o tym, że osobom nieśmiałym łatwiej jest zabrać głos w takich warunkach. Na kamerkach widać było rodziców, którzy gdzieś przy kuchennym stole, karmiąc dziecko jednocześnie brali udział w konsultacjach. Było też wielu seniorów, bardzo zaangażowanych w dyskusję. Oprócz spotkań online dla poszczególnych dzielnic, były też spotkania na żywo, były dyżury telefoniczne i możliwość bezpośredniego spotkania. Zadbano zatem o zróżnicowanie form. Nie brakowało jednak głosów krytycznych, że spotkań było za mało, że za późno o nich informowano, że godziny były niedobre itd. Spotkania zaczynały się od bardzo długiej i drobiazgowej prezentacji, którą przedstawiali urzędnicy. Była to – z komunikacyjnego punktu widzenia - całkiem nieźle przygotowana prezentacja, na pewno zawierała wyczerpujące informacje. Była jednak zdecydowanie za długa, a język, jakim posługiwali się urzędnicy, był często zbyt specjalistyczny. Później następowała seria pytań. Na początku spotkania osoba moderująca informowała, że można jednorazowo zadać trzy pytania, nie ma ograniczeń (poza czasowymi), ile razy zabierze się głos. W praktyce w ciągu kilkugodzinnego spotkania kilkanaście osób zadawało pytania, zdarzało się, że te same osoby zadawały te same pytania na różnych spotkaniach. Najtrudniejsze były sytuacje, w których pojawiało się ze strony mieszkańców założenie, że urzędnicy chcą ich celowo zmanipulować lub oszukać. To założenie złej woli powodowało, że pytania były zadawane czasem w dość agresywny sposób i żadna odpowiedź nie była przyjmowana dobrze. Tym, co utrudniało też porozumienie, była nieumiejętność zrozumienia perspektywy drugiej strony. Mieszkańcy czasem nie przyjmowali do wiadomości, że urzędnicy są zobowiązani do jakichś działań albo nie mogą czegoś zrobić ze względu na obowiązujące prawo i reguły, których sami nie wymyślali. Urzędnicy czasami nie odczytywali emocjonalnej warstwy wypowiedzi. Być może wystarczyłoby zdanie: rozumiemy, że to jest dla Pana/Pani bardzo ważna sprawa, że się Pan/i niepokoi.  Zamiast tego pojawiał się długi i specjalistyczny wywód, po którym mogło zostać wrażenie, że urzędnik właściwie nie odpowiedział na pytanie. Z drugiej strony uczestnicy zadawali też bardzo długie pytania, co można - zwłaszcza gdy zbliżała się 22.00 - byłoby interpretować jako nieszanowanie czasu innych, choć jednocześnie było to na pewno istotne dla tych osób, jako jedyna szansa na wypowiedź.  Trudnością było także oczekiwanie niektórych uczestników co do skutków konsultacji. Jeśli spodziewamy się, że na spotkaniu każdy dostanie ciastko, a w rzeczywistości rozmowa ma dotyczyć tego, gdzie można wybudować piekarnię - rozczarowanie jest zrozumiałe.  A zatem brak zaufania z jednej strony i zbyt specjalistyczna komunikacja to dwie największe przeszkody w porozumieniu, jakie zaobserwowaliśmy. Trzeba też pamiętać, że w spotkaniach uczestniczy wiele osób i że nie można oceniać całości przez pryzmat jednego czy dwóch najgłośniejszych lub najaktywniejszych uczestników. Gdy badaliśmy komentarze online, okazało się, że najbardziej agresywne, wręcz wulgarne, pojawiały się w czasie spotkania na żywo, dla wszystkich mieszkańców miasta. To spotkanie też było transmitowane na YouTube i można je było na bieżąco komentować. Ta agresja była zaskakująca, ponieważ w czasie spotkań dzielnicowych dominowały rzeczowe, merytoryczne komentarze. Gdy przyjrzałam się temu bliżej, okazało się, że to jedna osoba była bardzo aktywna i bardzo negatywnie nastawiona nie tyle do tematu konsultacji, co do władz miasta generalnie i wyrażała to poprzez agresywne, obraźliwe komentarze. Z perspektywy ilościowej moglibyśmy powiedzieć, że odbiór online spotkania był bardzo negatywny. Ale nie byłaby to prawda o spotkaniu. 

W wystąpieniu porównuje Pani dyskusje dotyczące budżetu partycypacyjnego z lat 2015 i 2025, wskazując na wyraźny spadek zaangażowania mieszkańców. W jaki sposób zmiana stylu wypowiedzi na platformie e-partycypacji odzwierciedla ewolucję nastrojów społecznych? Czy w dyskursie online przeważa rozczarowanie rezultatami, poczucie pozorności procesu, czy może zmęczenie formułą cyfrowej partycypacji? 

Wykorzystanie narzędzi online w procesach partycypacji to bardzo popularny temat, od kilkunastu lat badacze na całym świecie pełni nadziei opisują, jak platformy cyfrowe pomogą zwiększyć aktywność obywateli. Dzisiaj możemy już sprawdzać, jak to działa naprawdę. Warszawski Budżet Obywatelski jest świetnym przykładem, ponieważ pokazuje jak przez lata działa to samo narzędzie. Zaczęliśmy nasze analizy od porównania najnowszych dyskusji na platformie BO i dyskusji w mediach społecznościowych (Facebooku). To oczywiście dwie zupełnie inne sytuacje, Facebooka przeglądamy na co dzień, informacja o BO może się nam pojawić przy okazji. Na platformę miejską musimy zajrzeć celowo. Na Facebooku dyskusje dotyczą budżetu tak w ogóle lub konkretnego projektu, którym miasto właśnie się pochwaliło na profilu.  Na platformie budżetu dyskutować można tylko o konkretnych projektach. Platforma ta pozwala też na większą anonimowość użytkowników (wobec innych uczestników dyskusji). Okazało się, że zdecydowana większość komentarzy pod konkretnymi projektami ma charakter pozytywny i wspierający. Na Facebooku dominowała krytyka, budżetu w ogóle i wybranych projektów. Najmocniej wybrzmiewającym (na Facebooku) zarzutem było "zagarnięcie budżetu obywatelskiego przez radnych". Niektórzy komentujący (i znów powtarza się sytuacja, o której wspomniałam wcześniej - to są dwie, trzy osoby, które komentują bardzo dużo i bardzo często, co sprawia, że ich punkt widzenia wydaje się dominujący) krytykują to, że radni w ogóle mogą zgłaszać pomysły do budżetu obywatelskiego, skoro mają do dyspozycji całą resztę budżetu dzielnicy. Urzędnicy wyjaśniają, że obecne przepisy nie pozwalają na wykluczenie mieszkańca tylko dlatego, że pełni funkcję radnego. Inni komentujący dodają, że przecież zdarza się, że ktoś jest aktywny, zgłasza pomysły i potem zostaje radnym albo że radny zgłasza projekty w imieniu mieszkańców. Tak czy inaczej na pewno przez lata funkcjonowania budżetu pojawiła się grupa osób, których pomysły nie były zakwalifikowane do głosowania, nie zostały wybrane w głosowaniu, nie zostały zrealizowane zgodnie z oczekiwaniami. To jest rozczarowujące. Jednoczenie przez lata zmieniały się też zasady, według których budżet działał. Te pierwsze edycje budziły zainteresowanie mieszkańców jako pewna nowość i nowa możliwość działania, również online. Dyskusje z 2015 czy 2016 roku to długie komentarze, z mnóstwem informacji, porad, pytań. W 2026 roku mamy bardzo wiele komentarzy typu: świetny pomysł, popieram, zagłosuję. Być może na początku było więcej entuzjazmu, pojawiały się też takie zdania: to na początek, od czegoś trzeba zacząć, jak to się sprawdzi, w przyszłym roku zgłosimy więcej. Dzisiaj Budżet Obywatelski stał się pewną rutyną, stracił urok nowości.  Stracił też - w wyniku zmian w ogólnopolskim prawie – elementy dyskusji nad projektami. W pierwszych edycjach odbywały się spotkania, na których autorzy przedstawiali swoje projekty. Obecnie nie trzeba nad nim dyskutować, wystarczy zagłosować. Przestrzenią dyskusji pozostała platforma, ale mieszkańcy nie do końca wykorzystują jej możliwości. I jeszcze jedna obserwacja – w 2015 roku dyskutujący narzekali na "głupich, durnych ludzi", którzy nie sprzątają po swoim psie, niszczą place zabaw, zostawiają po sobie brudną toaletę, śmiecą w lesie itd., zgłaszane projekty miały ich edukować i wyrabiać dobre nawyki. W 2025 roku komentujący narzekają na zgłaszających projekty (że robią to niewłaściwie, dla zysku, nie znając realiów dzielnicy) albo na urzędników (że źle oceniają projekty lub wymuszają niepożądane zmiany).  

 

dr hab. Urszula Soler, prof. SGGW

Tegoroczna konferencja ESA stawia w centrum pytanie o kondycję współczesnych społeczeństw i wzmacnianie demokracji. Co z perspektywy Pani/Pana badań jest dziś jedną z najważniejszych zmian społecznych, której powinniśmy przyglądać się szczególnie uważnie? 

 

Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu sztuczna inteligencja była dla większości z nas czymś dość odległym. Wiedzieliśmy, że istnieje, czasami nawet z niej korzystaliśmy, choć nie zawsze zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Dzisiaj jest inaczej. AI weszła do naszego codziennego życia szybko i właściwie bez pytania. Podpowiada nam, co przeczytać, gdzie pojechać, co kupić, pomaga napisać tekst, rozpoznaje naszą twarz w telefonie. Coraz częściej także wspiera decyzje znacznie poważniejsze. I chyba właśnie ta zmiana interesuje mnie najbardziej. W swoich badaniach zajmuję się między innymi relacją człowieka z technologią, ostatnio szczególnie w kontekście sztucznej inteligencji i biometrii. Im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej przekonuje się, że najważniejsze pytanie wcale nie brzmi: czy AI będzie od człowieka lepsza? Znacznie ciekawsze jest to, co stanie się z nami, kiedy przyzwyczaimy się, że maszyna podpowiada nam, co mamy zrobić. Kiedy jej zaufamy? Kiedy przestaniemy sprawdzać jej decyzje? A kiedy powiemy: nie, tutaj chcę, żeby zdecydował człowiek?

W przypadku biometrii widać to szczególnie wyraźnie. Otwieram telefon, patrząc na ekran, i po sekundzie jestem rozpoznana. Jest to wygodne, więc właściwie nie zastanawiam się nad tym, co wydarzyło się w tej jednej sekundzie. Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdy podobny system ma zdecydować, czy osoba stojąca na granicy jest rzeczywiście tym, za kogo się podaje, albo czy twarz zarejestrowana przez kamerę należy do osoby poszukiwanej. Nagle błąd algorytmu przestaje być drobną niedogodnością. Może mieć on bardzo konkretne konsekwencje dla konkretnego człowieka. I właśnie tutaj technologia spotyka się z socjologią. Bo nie chodzi już tylko o skuteczność algorytmu. Chodzi o zaufanie, odpowiedzialność, kontrolę, poczucie bezpieczeństwa, ale również o władzę. Kto podejmuje ostateczną decyzję? Czy człowiek rzeczywiście kontroluje system, czy tylko zatwierdza to, co podpowiedziała mu maszyna? Czy potrafi powiedzieć jej „nie”? I wreszcie, kto odpowiada, kiedy oboje się pomylą?

Myślę, że z punktu widzenia kondycji demokracji właśnie tej zmianie powinniśmy przyglądać się szczególnie uważnie. Demokracja potrzebuje zaufania, ale potrzebuje też możliwości zadawania pytań, kwestionowania decyzji i wskazania osoby lub instytucji, która ponosi za nie odpowiedzialność. Jeżeli coraz więcej decyzji będziemy podejmować wspólnie z maszynami, musimy nauczyć się nie tylko z nimi współpracować. Musimy też wiedzieć, kiedy im nie zaufać. I chyba właśnie to będzie jednym z ważniejszych społecznych wyzwań najbliższych lat.

 

Wiele osób nadal unika płatności kartą lub telefonem z obawy przed wyciekiem danych, śledzeniem transakcji i utratą prywatności. Obawy te są jeszcze większe w przypadku biometrii, ponieważ dotyczą ochrony wizerunku oraz ryzyka jego wykorzystania przez sztuczną inteligencję. W jaki sposób proponowany przez Panią model nadzoru człowiek–maszyna może rozwiać te wątpliwości i zagwarantować obywatelom, że ich tożsamość nie zostanie bezprawnie wykorzystana przez systemy AI do manipulacji, na przykład poprzez deepfake lub spoofing?

Chyba wszyscy znamy kogoś, kto nadal woli mieć w portfelu gotówkę. Nie dlatego, że nie potrafi zapłacić kartą czy telefonem. Po prostu gotówka daje mu poczucie kontroli. Płacę, chowam resztę do portfela i transakcja się kończy. W świecie cyfrowym nie jest to już takie oczywiste. Zostaje ślad, dane gdzieś wędrują, ktoś je przechowuje i przetwarza. Często nie bardzo wiemy kto, jak długo i w jakim celu.

Z biometrią jest jeszcze trudniej, bo tutaj walutą staje się w pewnym sensie nasze ciało. Hasło mogę zmienić, kartę mogę zastrzec, numer telefonu również mogę zmienić, choć pewnie z pewnym trudem. Ale twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka nie wymienię na nowe, kiedy dowiem się, że moje dane zostały przejęte. I myślę, że właśnie dlatego obawy związane z biometrią są czymś zupełnie naturalnym. Do tego pojawiła się sztuczna inteligencja, która sprawiła, że problem stał się jeszcze bardziej skomplikowany. Zdjęcie nie jest już tylko zdjęciem. Głos nie musi należeć do osoby, którą słyszymy. Obraz człowieka może zostać przetworzony, odtworzony albo wykorzystany do stworzenia bardzo przekonującego deepfake'u. Z drugiej strony ta sama sztuczna inteligencja może pomagać wykrywać fałszerstwa, presentation attacks czy próby spoofingu. Technologia jest więc jednocześnie częścią problemu i częścią rozwiązania. I właśnie tutaj widzę miejsce dla modelu Human Machine Teaming, którym się zajmuję. Nie chodzi w nim o prostą zasadę, że człowiek jest lepszy od maszyny i powinien sprawdzać każdą jej decyzję. Nie chodzi też o sytuację odwrotną, w której uznajemy, że skoro algorytm jest bardzo skuteczny, możemy spokojnie pozostawić mu podejmowanie decyzji. Interesuje mnie to, co dzieje się pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.

Wyobraźmy sobie system, który ma potwierdzić moją tożsamość. Algorytm porównuje dane biometryczne, analizuje obraz i ocenia prawdopodobieństwo zgodności. Jeżeli wynik jest jednoznaczny, a sytuacja nie budzi wątpliwości, proces może przebiegać automatycznie. Ale jeśli pojawia się anomalia, niska pewność dopasowania, podejrzenie manipulacji obrazem albo sygnał wskazujący na próbę spoofingu, system nie powinien po prostu powiedzieć „tak” albo „nie”. Powinien powiedzieć człowiekowi: „nie jestem pewien, sprawdź to”.

To właśnie ten moment jest dla mnie najciekawszy. Maszyna powinna wiedzieć, kiedy potrzebuje człowieka, ale człowiek musi również wiedzieć, kiedy nie powinien bezkrytycznie zaufać maszynie. Dlatego mówię o współpracy, a nie tylko o nadzorze. Oczywiście sam człowiek włączony w proces nie zagwarantuje bezpieczeństwa. Możemy przecież stworzyć system, w którym operator jedynie mechanicznie zatwierdza kolejne rekomendacje algorytmu. Znamy z badań zjawisko automation bias, czyli tendencję do nadmiernego polegania na automatyzacji. Jeżeli człowiek sto razy zobaczy poprawną odpowiedź systemu, za sto pierwszym razem może już jej naprawdę nie sprawdzić. Dlatego skuteczny nadzór musi być znaczący. Człowiek musi mieć informacje potrzebne do oceny wyniku, znać ograniczenia systemu, rozumieć poziom jego niepewności i przede wszystkim mieć realną możliwość zatrzymania procesu albo zakwestionowania rekomendacji AI.

Ale jest jeszcze jedna rzecz. Nie chciałabym obiecywać, że taki model „zagwarantuje” obywatelom, że ich dane biometryczne nigdy nie zostaną wykorzystane bezprawnie. Żaden uczciwy badacz nie może dać takiej gwarancji. Możemy natomiast projektować system w taki sposób, aby bezprawne wykorzystanie było znacznie trudniejsze, możliwe do wykrycia i żeby zawsze można było ustalić, kto oraz na jakiej podstawie podjął określoną decyzję. I tu wracamy do demokracji. Dla mnie bezpieczeństwo biometrii nie oznacza wyłącznie tego, że system prawidłowo rozpozna moją twarz. Oznacza również, że wiem, kto korzysta z moich danych, po co to robi, jak długo je przechowuje, kto może zakwestionować decyzję systemu i kto odpowiada, jeśli coś pójdzie nie tak. Dopiero wtedy możemy mówić nie tylko o skutecznej technologii, ale o technologii, której jako społeczeństwo możemy rozsądnie zaufać.

 

Hasło “biometria” często kojarzone jest z chińskim systemem zaufania społecznego (Social Credit System), który przedstawiany jest przede wszystkim jako narzędzie totalnej kontroli i algorytmicznego decydowania o prawach obywateli. Pani projekt podkreśla istotę społecznie godnych zaufania systemów biometrycznych oraz postuluje, że technologia powinna wspierać ludzki osąd, a nie zdejmować z nas odpowiedzialność. W jaki sposób proponowany przez Panią model nadzoru człowiek–maszyna oraz obecność eksperta w procesie decyzyjnym (human-in-the-loop) mogą być skutecznym zabezpieczeniem, chroniącym demokratyczne społeczeństwa przed stronniczością algorytmów i przekształceniem weryfikacji tożsamości w narzędzie opresyjnego nadzoru? 

Kiedy słyszymy o biometrii wykorzystywanej przez państwo, bardzo łatwo uruchamia się wyobraźnia. Kamery rozpoznające twarze, ogromne bazy danych, algorytm, który wie, gdzie byliśmy, z kim się spotkaliśmy i co robiliśmy, a następnie na tej podstawie podejmuje decyzję dotyczącą naszego życia. Chiny i ich Social Credit System stały się wręcz symbolem takich obaw. Przy czym warto od razu zaznaczyć, że rzeczywisty chiński system jest znacznie bardziej złożony i mniej jednolity, niż sugeruje jego popularny obraz jako jednego algorytmu przyznającego każdemu obywatelowi punkty. Dla mnie ważniejsze jest jednak pytanie, dlaczego ten obraz tak bardzo nas niepokoi. Myślę, że nie chodzi wyłącznie o samą technologię. Boimy się przede wszystkim sytuacji, w której tracimy kontrolę nad tym, co dzieje się z informacją o nas. Nie wiemy, dlaczego system uznał nas za osobę podejrzaną, nie możemy zakwestionować jego decyzji, nie wiemy, kto za nią odpowiada. Człowiek zaczyna być wtedy sprowadzany do zestawu danych, a decyzja dotycząca jego życia staje się wynikiem procesu, którego on sam nie jest w stanie zrozumieć. I właśnie przed takim sposobem wykorzystania technologii powinien chronić dobrze zaprojektowany Human Machine Teaming.

W proponowanym przeze mnie modelu system biometryczny nie jest podmiotem podejmującym ostateczną decyzję. Jest narzędziem, które pomaga człowiekowi ją podjąć. Może w ciągu sekundy porównać tysiące obrazów, wykryć podobieństwo twarzy, zauważyć anomalię albo wskazać prawdopodobieństwo manipulacji. Ale wynik takiej analizy nie powinien automatycznie stawać się decyzją dotyczącą konkretnego człowieka, szczególnie wtedy, kiedy konsekwencje mogą być poważne. Wyobraźmy sobie bardzo prostą sytuację. System rozpoznawania twarzy wskazuje, że osoba zarejestrowana przez kamerę z dużym prawdopodobieństwem jest osobą poszukiwaną. To jest cenna informacja. Ale między komunikatem „algorytm wykrył podobieństwo” a stwierdzeniem „to jest ta osoba” istnieje ogromna różnica. Właśnie w tej przestrzeni powinien pojawić się człowiek. Ekspert powinien sprawdzić jakość materiału, poziom pewności systemu, inne dostępne informacje, możliwość błędu i dopiero na tej podstawie dokonać oceny.

Jednocześnie bardzo uważałabym ze stwierdzeniem, że sama obecność człowieka rozwiązuje problem stronniczości algorytmów. Człowiek również popełnia błędy. Ma swoje uprzedzenia, działa pod presją czasu, może nadmiernie ufać technologii. Jeżeli jego rola sprowadza się do kliknięcia przycisku „zatwierdź”, mamy człowieka w procesie technicznym, ale nie mamy rzeczywistego ludzkiego nadzoru. Human in the loop ma sens dopiero wtedy, kiedy człowiek rozumie, co ocenia, ma dostęp do informacji o ograniczeniach systemu i może rzeczywiście powiedzieć algorytmowi „nie”. Jest jeszcze jeden problem, który z socjologicznego punktu widzenia wydaje mi się szczególnie ważny. Nawet najlepiej zaprojektowany system Human Machine Teaming nie ochroni demokracji, jeżeli zaczniemy wykorzystywać biometrię do celów, do których nigdy nie powinna być wykorzystywana. Możemy stworzyć niezwykle dokładny, transparentny i świetnie nadzorowany system rozpoznawania twarzy, a następnie użyć go do masowego śledzenia obywateli. Technologia będzie działała znakomicie, tylko społeczne zastosowanie będzie niewłaściwe. Dlatego bezpieczeństwo widzę tutaj szerzej niż samo human in the loop. Potrzebujemy człowieka kontrolującego decyzję maszyny, ale potrzebujemy również prawa, kontroli instytucjonalnej, audytów, jasnego określenia celu wykorzystania danych i realnej możliwości odwołania się od decyzji. Musimy też potrafić powiedzieć, że pewnych zastosowań technologii po prostu nie akceptujemy, nawet jeśli technicznie są możliwe.

I chyba właśnie tutaj przebiega dla mnie jedna z najważniejszych granic między technologią wspierającą demokratyczne społeczeństwo a technologią, która może stać się narzędziem kontroli. Nie chodzi o to, czy maszyna potrafi podjąć decyzję. Chodzi o to, czy jako społeczeństwo chcemy jej tę decyzję oddać.

 

AI Act reguluje kwestie transparentności, stronniczości algorytmów oraz wykorzystania biometrii w przestrzeni publicznej. Czy z perspektywy Pani badań regulacje prawne są wystarczająco elastyczne, aby sprostać wyzwaniom takim jak face morphing czy automatyzacja nadzoru, jednocześnie nie ograniczając rozwoju odpowiedzialnych innowacji technologicznych?

 

Mam pewien problem z pytaniem, czy prawo kiedykolwiek może nadążyć za technologią. Kiedy kończymy regulować jedno rozwiązanie, inżynierowie często pracują już nad następnym. W przypadku sztucznej inteligencji i biometrii widać to szczególnie dobrze. Jeszcze niedawno największe emocje budziło samo rozpoznawanie twarzy. Dzisiaj musimy rozmawiać nie tylko o tym, czy system potrafi rozpoznać człowieka, ale również o tym, czy twarz, którą analizuje, w ogóle jest prawdziwa. Face morphing jest tutaj świetnym przykładem. Możemy stworzyć obraz będący połączeniem cech dwóch osób, na tyle przekonujący, że może wprowadzić w błąd system biometryczny. Podobnie jest z deepfake'ami i coraz doskonalszymi metodami spoofingu. To trochę niekończący się wyścig. Tworzymy lepsze systemy identyfikacji, pojawiają się lepsze sposoby ich oszukiwania, więc budujemy jeszcze skuteczniejsze mechanizmy zabezpieczające.

AI Act jest w tym kontekście bardzo ważnym krokiem, przede wszystkim dlatego, że nie próbuje regulować każdej technologii osobno, lecz wychodzi od poziomu ryzyka. W przypadku biometrii wprowadza daleko idące ograniczenia. Zakazuje między innymi nieukierunkowanego pozyskiwania wizerunków twarzy z internetu i nagrań CCTV w celu tworzenia lub rozbudowywania baz rozpoznawania twarzy oraz, poza ściśle określonymi wyjątkami, stosowania zdalnej identyfikacji biometrycznej w czasie rzeczywistym w przestrzeni publicznej przez organy ścigania. W takich wyjątkowych przypadkach przewiduje też dodatkowe zabezpieczenia, w tym ocenę wpływu na prawa podstawowe i co do zasady wcześniejszą zgodę sądu lub niezależnego organu. Bardzo ważne jest dla mnie również to, że europejski prawodawca dostrzega problem ludzkiej kontroli. W przypadku zdalnej identyfikacji biometrycznej w czasie rzeczywistym decyzja wywołująca negatywne skutki prawne dla człowieka nie może opierać się wyłącznie na wyniku systemu. AI Act nakłada także obowiązki dotyczące oznaczania treści typu deepfake jako sztucznie wygenerowanych lub zmanipulowanych.

Czy to wystarczy? Myślę, że nie i chyba nie powinniśmy oczekiwać, że jeden akt prawny rozwiąże wszystkie problemy, które przyniesie rozwój AI. Prawo wyznacza granice, ale pomiędzy przepisem a konkretną sytuacją zawsze pozostaje przestrzeń, którą muszą wypełnić technologia, procedury instytucjonalne i ludzie. I tutaj wracam do mojego projektu. Interesuje mnie właśnie ta przestrzeń. Możemy przecież zapisać w prawie obowiązek nadzoru człowieka, ale pozostaje pytanie, jak ten nadzór wygląda w praktyce. Czy ekspert naprawdę analizuje wynik systemu? Czy wie, kiedy algorytm może się mylić? Czy potrafi rozpoznać sytuację nietypową? Czy ma czas i kompetencje, żeby zakwestionować wynik? A może po kilku tysiącach prawidłowych wskazań zaczyna automatycznie naciskać „zaakceptuj”? To ostatnie pytanie jest dla mnie szczególnie ważne, ponieważ samo wprowadzenie człowieka do procesu nie oznacza jeszcze rzeczywistej kontroli człowieka. Jeżeli operator bezrefleksyjnie zatwierdza decyzje algorytmu, formalnie mamy human in the loop, ale faktycznie decyzję nadal podejmuje maszyna.

Dlatego nie przeciwstawiałabym regulacji innowacjom. Dobre prawo nie powinno mówić naukowcom i przedsiębiorcom: „nie rozwijajcie biometrii”. Powinno raczej jasno określać, gdzie kończy się zwykłe technologiczne ułatwienie, a zaczyna ingerencja w prawa człowieka wymagająca znacznie silniejszych zabezpieczeń. To pozostawia przestrzeń dla innowacji, ale jednocześnie stawia człowieka i możliwe konsekwencje społeczne w centrum projektowania technologii. Być może więc nie potrzebujemy prawa, które będzie próbowało przewidzieć każdą kolejną wersję face morphingu, deepfake'u czy spoofingu. To prawdopodobnie niemożliwe. Potrzebujemy raczej regulacji wystarczająco elastycznych, żeby wraz z technologią mogły zmieniać się standardy bezpieczeństwa, sposoby oceny ryzyka i procedury nadzoru. Bo w gruncie rzeczy pytanie nie brzmi, czy pozwolić technologii się rozwijać. Ona będzie się rozwijała. Pytanie brzmi, czy wraz z nią równie szybko będziemy rozwijać mechanizmy, które pozwolą nam zachować nad nią rzeczywistą kontrolę.

 

dr Rafał Boguszewski 

 

Tegoroczna konferencja ESA stawia w centrum pytanie o kondycję współczesnych społeczeństw i wzmacnianie demokracji. Co z perspektywy Pana badań jest dziś jedną z najważniejszych zmian społecznych, której powinniśmy przyglądać się szczególnie uważnie? 

 

Myślę, że jedną z najważniejszych zmian jest dziś postępująca erozja przywiązania do instytucji i równoczesna indywidualizacja sposobu, w jaki ludzie organizują swoje życie, wartości i tożsamość. I właśnie religijność jest bardzo dobrym laboratorium do obserwowania tego procesu. 

W Polsce przez dziesięciolecia Kościół był nie tylko instytucją religijną, ale także ważnym elementem życia społecznego, wspólnotowego i symbolicznego. Tymczasem coraz częściej obserwujemy sytuację, w której człowiek niekoniecznie odrzuca wszystkie wartości czy potrzebę sensu, ale przestaje uważać, że musi realizować je poprzez określoną instytucję. 

W moich badaniach bardzo wyraźnie widać ten mechanizm. Pandemia osłabiła nie tylko możliwość uczestniczenia w praktykach religijnych, ale także społeczne poczucie obowiązku ich wykonywania. Kiedy zniknęła możliwość chodzenia do kościoła, a wraz z nią część społecznej kontroli i rutyny, dla wielu osób okazało się, że można funkcjonować bez tej praktyki. I część z nich po prostu już do niej nie wróciła.  

To jest dla mnie szerszy sygnał dotyczący współczesnych społeczeństw. Coraz mniej oczywiste staje się to, że jednostka będzie automatycznie podążała za instytucjonalnymi wzorami zachowań. Dotyczy to religii, ale podobne mechanizmy możemy obserwować również w odniesieniu do innych instytucji i autorytetów. 

Z punktu widzenia demokracji jest to ambiwalentna zmiana. Z jednej strony większa autonomia jednostki może oznaczać większą podmiotowość i wolność wyboru. Z drugiej, jeżeli równocześnie słabnie zaufanie do instytucji (które w Polsce nigdy nie było wysokie) i nie pojawiają się nowe formy solidarności i uczestnictwa, możemy mieć problem z budowaniem wspólnoty społecznej. Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: „Czy Polacy stają się mniej religijni?”, ale również: „Co dzieje się z więziami społecznymi i źródłami zaufania, kiedy tracą znaczenie tradycyjne instytucje?” 

 

Czy pandemia COVID-19 rzeczywiście zmieniła religijność Polaków, czy raczej przyspieszyła procesy, które rozpoczęły się dużo wcześniej?  

 

Pandemia przyspieszyła i uwidoczniła procesy, które rozpoczęły się wcześniej. Nie była ich jedyną, ani też najważniejszą przyczyną. 

Dane CBOS pokazują, że spadek religijności w Polsce nie rozpoczął się w 2020 roku. Trend deintensyfikacji praktyk religijnych był widoczny już wcześniej, a pandemia pojawiła się na jego tle i była raczej kolejnym etapem długofalowych przemian niż początkiem zupełnie nowego procesu. 

Pokazują to również moje badania realizowane w sześciu falach na przestrzeni poszczególnych lockdownów oraz już po pandemii. Niewątpliwie jednak pandemia stworzyła sytuację eksperymentalną, choć oczywiście nie w sensie ścisłego eksperymentu. Nagle przerwana została codzienna rutyna praktyk religijnych. Zniknął dostęp do świątyń, zawieszono lub ograniczono uczestnictwo w nabożeństwach, a jednocześnie zmniejszyła się społeczna presja, aby praktykować. 

I okazało się, że część osób po prostu nie wróciła do wcześniejszego poziomu zaangażowania. Wśród osób, które przed pandemią regularnie praktykowały, ponad jedna czwarta po pandemii praktykowała rzadziej. Wśród praktykujących nieregularnie około 14% ograniczyło praktyki. 

Co jednak ciekawe, pandemia nie zadziałała tylko w jednym kierunku. Część osób religijnych stała się w czasie kryzysu jeszcze bardziej religijna, a 7% tych którzy przed pandemią nie praktykowali, powróciła do mniej lub bardziej regularnych praktyk. W obliczu niepewności, zagrożenia i potrzeby nadania sensu sytuacji kryzysowej religia mogła pełnić funkcję swoistej „kotwicy”. W moich badaniach widać więc nie tylko sekularyzację, ale także polaryzację religijności: jedni oddalali się od praktyk, inni się umacniali w swojej religijności, choć w części przypadków to umocnienie okazało się tylko chwilowe. 

Dlatego nie powiedziałbym, że „COVID-19 odebrał Polakom religijność”. Trafniejsze jest stwierdzenie, że COVID-19 osłabił rutynowy i instytucjonalny charakter religijności oraz przyspieszył proces jej różnicowania się. 

 

Co najczęściej decydowało o tym, że osoby ograniczające praktyki religijne nie wracały już do nich po pandemii – utrata wiary, dystans wobec Kościoła, zmiana stylu życia czy jeszcze inne czynniki?  

 

I tutaj wyniki są szczególnie interesujące, bo pokazują, że nie ma jednej przyczyny. Co więcej, sama pandemia okazuje się mniej ważna niż mogłoby się początkowo wydawać. 

W badaniu osoby, które po pandemii deklarowały rzadsze praktykowanie niż przed pandemią, najczęściej wskazywały trzy grupy powodów: utratę zaufania do księży i Kościoła instytucjonalnego, brak czasu lub ochoty oraz utratę albo osłabienie wiary. Strach przed zakażeniem również pojawiał się w odpowiedziach, ale stosunkowo rzadko. 

To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to wypowiedzi respondentów w wywiadach i pytaniach otwartych ankiety. Niektórzy mówili wprost, że w czasie pandemii „nauczyli się żyć bez Kościoła”. Dla innych pandemia stała się momentem, w którym zaczęli na nowo oceniać Kościół, księży i własną relację z religią. Pojawiały się też wypowiedzi wskazujące, że czytanie, oglądanie i słuchanie różnych treści w okresie pandemii zmieniło ich światopogląd. 

Jeszcze ważniejszy jest jednak kontekst instytucjonalny. Wśród powodów odejścia bardzo często pojawiały się: brak zaufania do Kościoła, rozczarowanie księżmi oraz krytyka zaangażowania Kościoła w politykę. Takie argumenty szczególnie często pojawiały się wśród kobiet, osób lepiej wykształconych, w średnim wieku i lepiej sytuowanych materialnie. 

Dlatego powiedziałbym, że pandemia zadziałała na część społeczeństwa trochę jak „wyłącznik” dotychczasowego automatyzmu. Jeżeli ktoś już wcześniej praktykował raczej z przyzwyczajenia, tradycji albo dlatego, że „tak się robiło”, to przerwanie tej rutyny mogło wystarczyć, żeby do niej nie wrócić. Ale w wielu przypadkach późniejsza decyzja o niepowrocie była już związana z głębszą oceną własnej wiary, Kościoła i jego miejsca w życiu społecznym i osobistym. 

To zresztą bardzo dobrze oddaje jedno ze zdań, które pojawia się w moich materiałach: „Kościół przestał być obowiązkiem”. I moim zdaniem jest to jeden z kluczowych elementów tej przemiany, o której rozmawiamy. 

 

Czy obserwowane zmiany oznaczają przede wszystkim postępującą sekularyzację Polski, czy raczej przejście od religijności instytucjonalnej do bardziej indywidualnych form wiary i duchowości? 

 

Powiedziałbym, że jedno i drugie, ale na różnych poziomach. 

Jeżeli przez sekularyzację rozumiemy przede wszystkim spadek uczestnictwa w praktykach religijnych, osłabienie identyfikacji z instytucjami religijnymi i zmniejszenie znaczenia religii w codziennym życiu, to rzeczywiście mamy w Polsce do czynienia z postępującą sekularyzacją. I jest to proces wcześniejszy niż pandemia. Dane CBOS, pomimo stabilizacji poziomu praktyk religijnych w ostatnim czasie, nadal pokazują znacznie większą skalę dystansu wobec nich niż przed pandemią. 

Ale na tym nie powinniśmy kończyć analizy. 

Moje badania sugerują, że nie wszyscy, którzy oddalają się od Kościoła, przestają poszukiwać sensu, wartości czy doświadczeń duchowych. Właśnie dlatego w projekcie rozróżniam trzy główne trajektorie przemian: „od praktyki do dystansu”, „religijność wzmocniona” oraz „nowe formy duchowości”. 

W tej trzeciej grupie pojawiają się praktyki i sposoby poszukiwania sensu, które nie muszą być związane z Kościołem: medytacja, joga, psychoterapia, coaching czy innego rodzaju indywidualne praktyki duchowe. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy niepraktykujący stają się lub pozostają „duchowi”. To byłoby zbyt daleko idące uogólnienie. Chodzi raczej o to, że religijność instytucjonalna przestała być i coraz rzadziej jest jedynym dostępnym sposobem odpowiadania na pytania o sens, wartości i transcendencję. 

Dlatego najtrafniejszym określeniem wydaje mi się transformacja religijności. Mamy jednocześnie sekularyzację, indywidualizację i pluralizację. Część ludzi rzeczywiście odchodzi od religii, część pozostaje wierząca, ale praktykuje mniej, część wzmacnia swoje zaangażowanie, a jeszcze inni poszukują form duchowości poza instytucjami religijnymi. To jest zresztą zgodne z szerszym europejskim kierunkiem zmian, na który wskazują badania międzynarodowe. 

Dlatego zamiast mówić, że „Polacy po prostu przestają wierzyć”, powiedziałbym raczej, że traci znaczenie model religijności opartej na instytucji, obowiązku i społecznej rutynie, a coraz większego znaczenia nabiera religijność wybierana, sprywatyzowana i zróżnicowana. 

I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek z moich badań: przyszłość religijności w Polsce nie musi być i z pewnością na tym etapie nie jest prostą historią o jej zaniku. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się historia przejścia od religijności instytucjonalnej do religijności bardziej dobrowolnej, zindywidualizowanej i pluralistycznej, przy jednoczesnym dalszym wzroście grupy osób całkowicie niereligijnych choć niekoniecznie odrzucających wszelkie formy duchowości. 

 

 

ESA na kampusie SGGW – nauka, tradycja i akademicka tożsamość 

Konferencja ESA po raz pierwszy odbywa się w Warszawie i po raz drugi w Polsce – po konferencji zorganizowanej w Toruniu w 2005 roku. Organizatorami 17. Konferencji ESA jest warszawskie środowisko socjologiczne: Polskie Towarzystwo Socjologiczne, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie,Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Instytut Filozofii i Socjologii Akademii Pedagogiki Specjalnej, Uniwersytet SWPS, Uniwersytet Civitas, Akademia Leona Koźmińskiego.  

 

17th Conference of the European Sociological Association 


25–28 sierpnia 2026 r., Warszawa 
26–27 sierpnia 2026 r. – główny program naukowy na kampusie SGGW, ul. Nowoursynowska 166 


Naukowcy SGGW w programie 17. Konferencji ESA 

W programie naukowym konferencji swoje badania zaprezentują naukowcy Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego: 

  • Rafał Boguszewski – „Determinants and Consequences of Poles’ Withdrawal from Religious Practice in the Context of the COVID-19 Pandemic”, sesja „Changes of religious beloning and constellations of religious actors”. Rafał Boguszewski będzie również przewodniczył tej sesji jako session chair
  • Konrad Burdyka – „The Rural Shield: Traditional NGOs at the Frontline of Social Resilience in Poland”, sesja „Institutions and Rural Futures”
  • Jolanta Grotowska-Leder – „Declining Fertility as a Result of Post-modern Risks and the Creation of New Threats in Key Spheres of Individual and Social Life. The case of Poland”, sesja „Everyday Risk, Social Change and Life Trajectories”
  • Małgorzata Herudzińska – „Determinants and Consequences of Poles’ Withdrawal from Religious Practice in the Context of the COVID-19 Pandemic”, sesja „Changes of religious beloning and constellations of religious actors”
  • Agnieszka Kampka – „Communication Practices in Democracy – Participation in the City”, sesja „Practices of urban engagements”
  • Wojciech Połeć – „Problems of Renaissance And Institutionalization Of The Ethnic Belief System In Contemporary Societies. The Case Of Buryat Shamanism.”, sesja „Transformations of religious institutions”
  • Urszula Soler – „Human–Machine Collaboration in Trustworthy Biometrics: Social Dimensions of Technological Supervision”, sesja „Trust, Ethics and Human-AI Relations”
  • Bartosz Łukaszewski – „Polish Youth in the Algorithmic, Multidimensional and Multipolar World – Anxiety, Subjective General Health, Development Opportunities”, sesja „Children and Youth in Transformation: Methodological and Contextual Challenges”
  • Michał Wujek – „From Education to Employment: A Psychocybernetic Model of University–Socio-Economic Cooperation”, sesja „Crises”
  • Joanna Wyleżałek – „From Education to Employment: A Psychocybernetic Model of University–Socio-Economic Cooperation”, sesja „Crises”

Doktorantki SGGW 

  • Dominika Dziurosz-Serafinowicz – „Where Does a Lie Lie?”, sesja „(Non)understanding in Interaction”
  • Wiktoria Ługowska – „Conscious Creators or Passive Users? A Systematic Literature Review on Youth Digital Literacy in the Process of Building Peer Relationships”, sesja „Youth, Peer Relationships and Social Cohesion”

 

 Więcej o kongresie ESA na SGGW na:
 
 

 

kontakt dla mediów
Anna Kiryjow-Radzka
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie
Anna Kiryjow-Radzka

anna_kiryjow@sggw.edu.pl

tel: + 48 22 593 19 97

informacje o firmie

Anna Kiryjow-Radzka

p.o. rzeczniczki prasowej SGGW

tel. +48 22 593 19 98, +48 22 593 19 97

 

SZKOŁA GŁÓWNA GOSPODARSTWA WIEJSKIEGO W WARSZAWIE

ul. Nowoursynowska 166, 02-787 Warszawa

www.sggw.edu.pl

 

załączniki

kontakt dla mediów
Anna Kiryjow-Radzka
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie
Anna Kiryjow-Radzka

anna_kiryjow@sggw.edu.pl

tel: + 48 22 593 19 97

informacje o firmie

Anna Kiryjow-Radzka

p.o. rzeczniczki prasowej SGGW

tel. +48 22 593 19 98, +48 22 593 19 97

 

SZKOŁA GŁÓWNA GOSPODARSTWA WIEJSKIEGO W WARSZAWIE

ul. Nowoursynowska 166, 02-787 Warszawa

www.sggw.edu.pl